Gdy w szkole w Kościnie mieszkańcy gminy Dobra spotkali się z inwestorem i władzami gminy, żeby porozmawiać o planowanej żwirowni mającej zniszczyć ich okolicę na dekady, zabrakło jednej strony sporu – tej, która w tej sprawie ma dziś realnie najwięcej do stracenia dla swojego wizerunku i najwięcej do zyskania finansowo. Nikt z kurii się nie pojawił. Na pytanie wprost, czy jest obecny ktokolwiek z przedstawicieli Kościoła, nie zgłosił się nikt.
Działki należące do 19 parafii, to tu planowana jest budowa żwirowni w Kościnie. To oznacza, że Kościół Katolicki w tej sprawie nie jest neutralnym obserwatorem, tylko bezpośrednim beneficjentem inwestycji, przeciwko której protestują mieszkańcy. I mimo to, gdy przyszło zmierzyć się z ludźmi twarzą w twarz, zabrakło odwagi, żeby się pojawić.
Po sygnałach od mieszkańców dziennikarze zwrócili się do kurii wprost: czy 19 parafii rzeczywiście wydzierżawiło grunty pod planowaną żwirownię, kto podjął decyzję o zawarciu takiej umowy i na jakich warunkach. To są pytania, na które kuria powinna była odpowiedzieć od razu i bez wahania – w końcu chodzi o działki należące do wspólnoty parafialnej, a więc pośrednio do samych wiernych, których interesy rzekomo reprezentuje. W odpowiedz na pytania kilku redakcji jest tylko milcząca pogarda.
Mieszkańcy sami zresztą zaznaczają, że chcą rozmawiać z Kościołem i przedstawić swoje stanowisko wprost – nie za pośrednictwem mediów, nie przez domysły, tylko w bezpośrednim dialogu. Rozpoczęli nawet zbiórkę podpisów pod listem otwartym skierowanym do Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej. To gest desperacji tam, gdzie powinien wystarczyć jeden telefon czy jedno oficjalne oświadczenie.
Kontrast, którego nie da się nie zauważyć
Wójt gminy Dobra Magdalena Zagrodzka, mimo wszystkich zastrzeżeń, jakie można mieć do jej dalszej postawy w tej sprawie, przynajmniej stawiła się na spotkanie z mieszkańcami i publicznie zadeklarowała, że na dziś gmina nie widzi podstaw do realizacji inwestycji, a głos mieszkańców jest dla niej ważny i będzie brany pod uwagę. Inwestor, spółka CT Szczecin, mimo że broni swojego projektu, przynajmniej odpowiada na pytania dziennikarzy i deklaruje gotowość przedstawienia pełnej dokumentacji.
Kuria nie zrobiła nic z tego. Nie przyszła na spotkanie. Nie odpowiedziała publicznie na pytania o własne grunty i własne umowy. Nie odniosła się do obaw ludzi, których nazywa swoimi wiernymi, a którzy boją się o zdrowie, bezpieczeństwo dzieci na drogach, wartość swoich domów i przyszłość okolicy, w której mieszkają od pokoleń.
Trudno o bardziej wymowny obraz priorytetów instytucji, która na co dzień mówi o trosce o bliźniego, wspólnotę i odpowiedzialność za stworzenie, a w konkretnej sprawie, dotyczącej realnych ludzi i realnej krzywdy, jaką mogą ponieść, wybiera milczenie, bo mówienie mogłoby zaszkodzić interesom finansowym płynącym z dzierżawy gruntów. Pod jednym z artykułów opisujących tę sprawę pojawił się anonimowy komentarz czytelnika, który ujął to brutalnie wprost: że tam, gdzie pojawia się możliwość zarobku, pojawiają się też ci, dla których nigdy nie jest dość, i że dzieje się to „w imię Boga i dla potrzebujących”. Nie musimy podzielać każdego słowa tego komentarza, żeby dostrzec, że wyraża on coś, co czuje dziś wielu mieszkańców Kościna i regionu: rozczarowanie instytucją, która powinna stać po stronie słabszych, a w praktyce woli policzyć zyski z dzierżawy ziemi, niż wysłuchać ludzi walczących o swoje otoczenie.
Jeśli kuria szczecińsko-kamieńska ma jakiekolwiek argumenty przemawiające za tym, że dzierżawa parafialnych gruntów pod żwirownię była decyzją słuszną, podjętą w interesie wspólnoty, a nie tylko budżetu diecezji – czas je przedstawić publicznie. Milczenie w tej sprawie nie jest neutralne. Milczenie jest wyborem – i to wyborem, który mieszkańcy Kościna już zauważyli, i którego raczej nie zapomną.
Gorzki obraz instytucji
Od wieków Kościół przypomina wiernym przypowieść o Dobrym Samarytaninie. To opowieść, w której najważniejszy okazuje się nie urząd, nie pozycja ani interes, lecz człowiek potrzebujący pomocy. Papieże i biskupi wielokrotnie podkreślali również, że własność prywatna, także kościelna, ma służyć dobru wspólnemu i nie może być traktowana wyłącznie jako źródło zysku. W nauczaniu społecznym Kościoła powraca także zasada pierwszeństwa osoby przed ekonomią oraz przekonanie, że decyzje dotyczące wspólnoty powinny rodzić się w dialogu, z poszanowaniem godności każdego człowieka. Trudno nie dostrzec dysonansu między tymi deklaracjami a sytuacją w Kościnie, gdzie mieszkańcy od dawna proszą przede wszystkim o rozmowę z właścicielem gruntów, na których ma powstać żwirownia, i tej rozmowy wciąż się nie doczekali.
Tym bardziej, że nie chodzi o spór z anonimowym przedsiębiorcą, lecz z instytucją, która od pokoleń przedstawia się jako moralny autorytet i duchowy opiekun lokalnej wspólnoty. Jeśli Kościół oczekuje od wiernych zaufania, zaangażowania i odpowiedzialności za parafię, równie naturalne wydaje się oczekiwanie, że w chwili konfliktu stanie z nimi do otwartego dialogu, nawet wtedy, gdy oznacza to trudne pytania o własne decyzje i własne interesy. Milczenie może być zgodne z prawem, lecz trudno uznać je za zgodne z duchem Ewangelii, która nieustannie wzywa do spotkania z drugim człowiekiem, wysłuchania go i pochylenia się nad jego lękiem. W Kościnie mieszkańcy nie proszą dziś o cud. Proszą jedynie, by Kościół zachował się tak, jak od wieków naucza z ambony. Na razie mieszkańcy Kościna i okolic, którzy protestując, bronią swoich majątków, przegrywają z biznesem i pogardą, których twarzą staje się Kościół Katolicki.





