Cierpliwość się skończyła. Trzy centrale związkowe działające w Grupie Azoty – „Solidarność”, Związek Zawodowy Pracowników Ruchu Ciągłego oraz NSZZ Pracowników Grupy Azoty – w poniedziałek 13 lipca wysłały do prezesa Marcina Celejewskiego wspólny list, który brzmi jak ultimatum. Siedem dni na spełnienie żądań, a jeśli nie – spór zbiorowy i pogotowie strajkowe, które związkowcy ogłosili już teraz, na wszelki wypadek.
Lista postulatów nie jest długa, ale jest twarda. Na pierwszym miejscu – podwyżka wynagrodzenia zasadniczego o 1500 zł netto dla każdego pracownika, bez wyjątków. Do tego żądanie przywrócenia w pełni zapisów Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy, które latem 2024 roku zostały zawieszone na 27 miesięcy w ramach porozumienia z zarządem. Od tamtej pory z pensji zniknęły premie motywacyjno-kwartalne, nagrody roczne i szereg dodatków, które wcześniej były standardem.
Związkowcy chcą też realnego wpływu na to, co dzieje się w spółce – konsultacji przy każdej zmianie struktury organizacyjnej oraz rzetelnego, terminowego informowania o kondycji finansowej firmy. To ostatnie żądanie nie jest przypadkowe: zarzut, że zarząd zataja lub opóźnia informacje o sytuacji ekonomicznej, zatrudnieniu i polityce płacowej, pojawia się we wspólnym stanowisku wprost.
W Tarnowie doszła jeszcze osobna lista postulatów lokalnych: wyższe dodatki stażowy i zmianowy, prawo do nagrody jubileuszowej już po 15 latach pracy zamiast po 25 (tak jak mają pracownicy w Policach), wypłata zaległej premii motywacyjnej za pierwszy kwartał 2024 roku i skrócenie czasu pracy do wymiaru obowiązującego w zakładzie w Policach.
„Rozgoryczenie jest duże”
Paweł Baran, szef Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego w tarnowskim zakładzie, nie owija w bawełnę: od trzech lat w spółce nie ruszyły się żadne widełki płacowe, a realna wartość pensji – po uwzględnieniu inflacji – spadła o 40 procent. Jednocześnie, jak zauważa, do warszawskiej centrali dalej przyjmowani są kolejni doradcy i menedżerowie, a oszczędności – jego zdaniem – szuka się wyłącznie wśród szeregowych pracowników.
Podobny ton bije z wypowiedzi Artura Jasińskiego, przewodniczącego „Solidarności” w spółce. Według niego prawdopodobieństwo strajku jest już wysokie, a zapewnienia zarządu o poprawie sytuacji brzmią coraz bardziej fałszywie w uszach ludzi, którzy tej poprawy na własnych kontach nie widzą.
Nawet strona zarządzająca nie próbuje już ukrywać problemu z płacami. Dyrektor generalny fabryki w Tarnowie, Artur Chołody, przyznał wprost kilka tygodni temu, że atrakcyjność wynagrodzeń w zakładzie mocno spadła i praktycznie każdy pracodawca na rynku może dziś zaoferować więcej.
Tło tego sporu to gigantyczne problemy finansowe całej Grupy. Na koniec 2025 roku zadłużenie spółki przekraczało 18 miliardów złotych. Część tego ciężaru ma zniknąć wraz ze sprzedażą Orlenowi udziałów w Polyolefins – inwestycji uruchomionej za czasów poprzedniej ekipy rządzącej, która okazała się chybiona. Po tej transakcji oraz planowanej redukcji części zadłużenia dług ma spaść do około 13,5 mld zł. Wyniki za pierwszy kwartał tego roku pokazały pierwsze, ostrożne sygnały poprawy.
To właśnie na te liczby powołuje się zarząd, tłumacząc trudną sytuację pracowników koniecznością ratowania spółki. W przesłanym stanowisku Joanna Cendrowska, dyrektor wykonawczy Departamentu Korporacyjnego Komunikacji, zapewnia, że postulaty związkowe są analizowane „z należytą uwagą i odpowiedzialnością”, a obecne trudne decyzje mają służyć „przywróceniu trwałej stabilności finansowej i operacyjnej” oraz długoterminowemu bezpieczeństwu miejsc pracy.
Kto ustąpi pierwszy?
Problem w tym, że język komunikatów o „odbudowie stabilności” i „trudnych, ale koniecznych decyzjach” nie płaci rachunków pracownikom, którzy od trzech lat patrzą, jak topnieje siła nabywcza ich pensji. Związkowcy nie proszą już o gest dobrej woli – wyznaczyli twardy termin i uruchomili formalną procedurę, która krok po kroku prowadzi do legalnego strajku.
Zarząd stoi przed dylematem bez dobrego rozwiązania: ustępstwa płacowe oznaczają dodatkowe obciążenie dla firmy w trakcie kosztownej restrukturyzacji, a ich brak grozi paraliżem produkcji w kilku kluczowych zakładach naraz – w Tarnowie, Kędzierzynie, Policach i Puławach jednocześnie. Siedem dni, które dał zarządowi na odpowiedź związkowy front, może się okazać najważniejszym tygodniem w tegorocznej historii Grupy Azoty.





