Najpierw była tu cukiernia i pijalnia wód, potem przedwojenny Parkhaus, później restauracja hotelowa w różnych odsłonach. Dziś, po półtorarocznym remoncie, w tej samej przestrzeni działa CLUE – to miejsce wyjątkowe, idealne na bankiet, konferencję, czy też organizację rodzinnego przyjęcia.
Wystarczy spojrzeć na plan wnętrz. Sala bankietowa na 120 osób, kameralna sala kominkowa na 40 osób, pełna światła oranżeria dla 20 gości – to nie jest układ typowej restauracji, tylko raczej zestaw scenografii, które można ze sobą dowolnie łączyć. Rano to miejsce na śniadanie w ciszy, z widokiem na Park Żeromskiego i jednym z największych patio w mieście. Wieczorem ta sama przestrzeń może stać się miejscem konferencji, a w weekend – salą weselną. To właśnie ta elastyczność, a nie wyłącznie sama karta dań, wydaje się prawdziwym rdzeniem koncepcji CLUE. Restauracja ma autorską kuchnię prowadzoną przez szefa Bartosza Myciaka, łączącą klasykę europejską z polskimi akcentami w nowoczesnym wydaniu – ale równie dużo uwagi poświęca się temu, co dzieje się wokół jedzenia: organizacji, logistyce, dopasowaniu formuły eventu.
Nie oferta, tylko rozmowa
– Goście rzadko przychodzą do nas z gotowym scenariuszem. Częściej mają tylko ogólne wyobrażenie: chcemy coś eleganckiego, chcemy coś kameralnego, chcemy, żeby to było niebanalne – mówi Patrycja Grenda, Event Manager restauracji CLUE. – Naszą rolą jest przełożyć to wyobrażenie na konkret: liczbę gości, porę dnia, charakter menu, układ sali. Dopiero z tego składa się oferta, a nie odwrotnie. Dlatego na początku nie pytamy, co goście będą chcieli zjeść, ale jak będą chcieli przeżyć czas spędzony w naszej restauracji – dodaje.
Taka logika tłumaczy, dlaczego w CLUE nie znajdziemy sztywnego cennika usług eventowych w tradycyjnym rozumieniu. Zamiast tego jest punkt wyjścia do rozmowy – od kameralnej kolacji biznesowej dla kilku osób w oranżerii, przez konferencję firmową w sali bankietowej, po całodniowe wesele obejmujące i ceremonię, i przyjęcie.
– Elastyczność cenowa nie oznacza u nas przypadkowości. Oznacza, że nie każemy gościom płacić za coś, czego nie potrzebuje – dodaje Patrycja Grenda. – Inny budżet i inny zakres usług ma spotkanie zarządu na dwie godziny, a inny jubileusz na sto osób. Staramy się, żeby oferta realnie odpowiadała na potrzebę, a nie żeby gość restauracji dopasowywał się do gotowego pakietu.
Historia jako argument sprzedażowy – i coś więcej
W Szczecinie niewiele miejsc może się pochwalić ciągłością sięgającą dwóch wieków, nawet jeśli funkcja budynku zmieniała się wielokrotnie. Zespół CLUE zdaje się to rozumieć i świadomie wykorzystuje – wnętrza łączą drewno, zieleń i głęboki granat, nawiązując do klimatu dawnej restauracji hotelowej, a nie do bezosobowego stylu nowych, korporacyjnych sal konferencyjnych.
– Goście, którzy organizują u nas wydarzenia, często mówią, że to miejsce ma już swoją energię, zanim jeszcze cokolwiek zaczniemy przygotowywać – zauważa Patrycja Grenda. – To ułatwia pracę. Nie musimy sztucznie budować nastroju od zera, bo ta przestrzeń go po prostu ma.
Paradoksalnie to właśnie eventowa część działalności CLUE – konferencje, bankiety, uroczystości rodzinne – może z czasem okazać się ważniejsza dla pozycji tego miejsca w mieście niż sama karta dań, choćby najlepsza. W Szczecinie brakowało dotąd adresu, który jednocześnie ma historię, odpowiednią skalę i personel przyzwyczajony do myślenia projektowego – czyli podejścia, w którym każde wydarzenie traktowane jest jako osobna misję, a nie kolejną rezerwacją w kalendarzu.





