niedziela, 13 września, 2026
spot_img
spot_img

Najpopularniejsze

Zobacz również...

Pokażcie nam jedno oświadczenie majątkowe z wpisanym księgozbiorem. Poczekamy

Historia zaczyna się od głośnej sprawy z Poznania. Według medialnych doniesień (niepotwierdzonych) prezydent miasta, Jacek Jaśkowiak, miał zeznać, że tort rzucony przez aktywistów zniszczył jego garnitur o wartości około 4 tys. euro. Przy obecnym kursie waluty oznacza to kwotę przekraczającą 17 tys. złotych. Niby nic wielkiego, ale jeśli to prawda, to Jaśkowiak ukręcił sam na siebie bat – albo skłamał w zeznaniu na policji, albo w oświadczeniu majątkowym. My tego rozstrzygać nie będziemy, ale wniosek ale prowadzi do znacznie poważniejszego problemu – skądinąd smutnego.

Jeżeli garnitur rzeczywiście miał taką wartość, dlaczego nie został wykazany w oświadczeniu majątkowym? Przepisy są dość jednoznaczne. Mienie ruchome o wartości przekraczającej 10 tys. zł powinno znaleźć się w oświadczeniu majątkowym. Ostateczną ocenę konkretnej sprawy pozostawiamy oczywiście właściwym organom. Nas bardziej zainteresowało coś zupełnie innego.

Przypomnieliśmy sobie setki, a właściwie tysiące oświadczeń majątkowych wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, starostów, radnych i innych osób pełniących funkcje publiczne. W rubrykach pojawiają się samochody, motocykle, zegarki, łodzie, ciągniki, przyczepy, dzieła sztuki, kolekcje monet, a czasem nawet broń myśliwska.

Ale…

Czy ktokolwiek z Was widział kiedyś wpis: „księgozbiór – wartość 10 000 zł”?

My nie.

A przecież zgodnie z przyjętą praktyką księgozbiór traktowany jest jako jedna ruchomość. Nie liczy się pojedynczych egzemplarzy. Jeżeli cały zbiór przekracza wartość 10 tys. zł, powinien zostać wykazany w oświadczeniu majątkowym.

Policzmy zatem.

Jeżeli średnia cena książki wynosi około 35 zł, próg 10 tys. zł przekracza biblioteka licząca około 285 książek. Dla osoby, która czyta od lat, pracuje naukowo, wykonuje zawód wymagający stałego dokształcania albo po prostu lubi literaturę, taki zbiór nie jest niczym niezwykłym. Wręcz przeciwnie – wiele domowych bibliotek bez trudu osiąga taką wartość.

I teraz robi się ciekawie.

Politycy bardzo chętnie fotografują się z książkami. Organizują konferencje na tle regałów. W kampaniach wyborczych opowiadają o kulturze, edukacji i wspieraniu czytelnictwa. Niektórzy nawet publikują listy ulubionych autorów i tytułów. Tymczasem oświadczenia majątkowe sprawiają wrażenie, jakby większość naszych lokalnych włodarzy po pracy wracała do mieszkań wyposażonych w telewizor, ekspres do kawy i pustą ścianę.

Możliwe są oczywiście różne wyjaśnienia. Być może wszyscy politycy posiadają wyjątkowo skromne biblioteczki. Być może konsekwentnie korzystają wyłącznie z bibliotek publicznych. Być może od lat czytają wyłącznie e-booki. A może po prostu nikt nigdy nie zastanowił się, czy księgozbiór również należy wykazać.

Patrząc jednak na statystyki czytelnictwa w Polsce, które od lat pokazują, że wielu Polaków nie sięga nawet po jedną książkę rocznie, trudno oprzeć się pewnej złośliwej refleksji. Może problem nie polega na tym, że politycy zapomnieli wpisać księgozbiór. Może oni naprawdę… nie mają czego wpisywać. Może ci, którzy powinni sie wykazywać wszechstronną wiedzą, szerszym spojrzeniem na rozwój samorządu, zwyczajnie nie czytają? Nie rozwijają się?

A jeśli ktoś z Państwa znajdzie oświadczenie majątkowe samorządowca, w którym widnieje pozycja „księgozbiór”, z przyjemnością je opublikujemy. To byłaby chyba jedna z najciekawszych pochwalnych publikacji w tym roku.

Popularne Artykuły