Miało być spotkanie na najwyższym szczeblu, rozmowa o przyszłości regionu i ostatnia próba przekonania prezydenta do podpisania ustawy o powołaniu Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry. Zamiast tego – rozczarowanie, chaos organizacyjny i brak gospodarza. Do zapowiadanego spotkania z prezydentem Karolem Nawrockim nie doszło, a niektórych samorządowców… zwyczajnie nie wpuszczono do prezydenckiego pałacu.
Jak się okazało, głowa państwa nie znalazła czasu – a może i ochoty – na rozmowę z przedstawicielami samorządów, którzy przyjechali do Warszawy, by przedstawić argumenty za utworzeniem nowego parku narodowego. Zamiast debaty z prezydentem, samorządowców przyjął szef Kancelarii Prezydenta RP, Zbigniew Bogucki.
Choć wcześniej uzgodniono listę uczestników spotkania, w ostatniej chwili do Pałacu Prezydenckiego nie wpuszczono kilku osób, w tym Huberta Andrycha – przewodniczącego rady powiatu gryfińskiego i działacza Koalicji Obywatelskiej, znanego z zaangażowania w sprawę wyjaśniania afery PiS-u związanej z wykorzystaniem Pegasusa do podsłuchiwania obywateli i polityków opozycji.
Co ciekawe, odmówiono także udziału prawicowemu radnemu powiatu gryfińskiego, Hubertowi Krysiakowi. Jak sam poinformował, dzień przed wydarzeniem – około godziny 19:30 – został telefonicznie poinformowany o „negatywnej ocenie jego udziału”.
– Sprawa nie ma wymiaru politycznego. Zarówno mój przypadek, jak i sytuacja przewodniczącego rady powiatu gryfińskiego – reprezentującego inne środowisko polityczne – dowodzą, że decyzja o ograniczeniu udziału nie była podyktowana przynależnością partyjną czy poglądami – podkreślił Krysiak w swoim oświadczeniu.
Innego zdania jest Hubert Andrych, który nie ma wątpliwości, że decyzja o niewpuszczeniu go na spotkanie miało wymiar czysto polityczny.
– Starosta Powiatu Gryfińskiego Ewa Dudar, zgodnie z zaproszeniem z Kancelarii Prezydenta delegowała wicestarostę Wojciecha Konarskiego oraz mnie, przewodniczącego rady powiatu. Odebrałem telefon i w imieniu Zbigniewa Boguckiego, Pani Dyrektor jego biura przekazała mi informację że niestety nie wejdę do pałacu. Jako argument podawała negatywną opinię SOP – relacjonuje Hubert Andrych. – Domyślam się, że faktycznym powodem było to że byłbym tam jedynym przedstawicielem Koalicji Obywatelskiej a więc persona non grata na tym spotkaniu, na którym dominowali przedstawiciele i stronnicy Zjednoczonej Prawicy oraz kilkoro samorządowców z przynależnością do lokalnych komitetów/klubów. Nie wybierałem się tam na wycieczkę krajoznawczą tylko miałem reprezentować mieszkańców powiatu. Zostało mi to uniemożliwione. Powód miał mi zostać podany o 12.00, podczas gdy samo spotkanie było zaplanowane na 11.00. Mało tego! Do tej pory do mnie nie dotarła oficjalna informacja. To kpina z mieszkańców powiatu. Takie zachowanie jest niegodne Kancelarii Prezydenta. Kiedy w sierpniu otrzymałem imienne zaproszenie na trybunę, na warszawską defiladę z okazji Święta Wojska Polskiego właśnie z Kancelarii Prezydenta to byłem zweryfikowany poprawnie. A teraz nie. Polityczny cyrk, prawda? – dodaje.
W rozmowie z nami wysuwa tezę, jakoby niewpuszczenie radnego Krysiaka mogło być tylko zasłoną dymną, której celem była… iluzja.
– Zaznaczę, że radny Hubert Krysiak nie był wytypowany przez Starostę do reprezentowania Powiatu. Miał się tam znaleźć jako przedstawiciel podmiotu wnoszącego petycję. Myślę, że zarobił rykoszetem. Że padł ofiarą stawiania zasłony dymnej przez kancelarię, aby stworzyć iluzję, że działanie wobec mnie nie było motywowane politycznie. A było. Moja praca w komisji śledczej do spraw Pegasusa pewnie nie przysłużyła się temu, abym mógł zasiąść przy stole w Pałacu Prezydenckim – komentuje Hubert Andrych.
Dialog tylko w teorii?
Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy powołania Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry liczyli, że spotkanie z prezydentem będzie okazją do rzeczowej dyskusji i przedstawienia argumentów obu stron. Zamiast dialogu, pojawiło się poczucie lekceważenia i braku transparentności.
Samo odesłanie rozmów do szefa kancelarii, bez udziału prezydenta może świadczyć o tym, że decyzja została już podjęta – niezależnie od tego, co padłoby w trakcie konsultacji.
Zachowanie kancelarii prezydenta budzi pytania o sens całego spotkania. Zarówno lokalni samorządowcy, jak i przedstawiciele społeczności, którzy od miesięcy apelują o rozmowę, odebrali ten gest jako sygnał, że los ustawy jest już przesądzony. Jeśli faktycznie prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy przed wysłuchaniem wszystkich stron, będzie to kolejny dowód na to, jak trudny staje się dziś dialog między władzą centralną a samorządami.
Dolina Dolnej Odry – obszar o wyjątkowych walorach przyrodniczych, ale też o złożonych interesach lokalnych społeczności – znów staje się areną polityczno-administracyjnych napięć. Tym razem nie z powodu samej przyrody, lecz braku rozmowy o niej.





