To zwycięstwo przyrody nad interesem łowieckim i lokalną polityką. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Szczecinie, który – na wniosek burmistrza Cedyni oraz miejscowego Koła Łowieckiego „Trop” – unieważnił decyzję o utworzeniu rezerwatu przyrody „Gęsi Bastion”. Oznacza to, że rezerwat nadal istnieje i pozostaje prawnie chroniony.
Decyzja NSA kończy kilkuletnią batalię, w której po jednej stronie stanęli ornitolodzy, naukowcy i organizacje przyrodnicze, a po drugiej – lokalni myśliwi i samorządowcy, w tym burmistrz Cedyni Adam Zarzycki oraz były dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Zachodniopomorskiego, Ryszard Mićko. Obaj, co znamienne, są czynnymi myśliwymi.
„Gęsi Bastion” obejmuje obszar znany jako Kostrzyneckie Rozlewisko – jedno z najcenniejszych przyrodniczo miejsc w dolinie dolnej Odry. To tu co roku odpoczywają dziesiątki tysięcy migrujących ptaków: gęsi tundrowe, zbożowe, białoczelne i gęgawy, żurawie, łabędzie krzykliwe, czaple, rybitwy i puchacze. W okresach przelotów można tu zaobserwować nawet 45 tysięcy gęsi i kilka tysięcy żurawi.
– Obszar ten, lepiej znany pod nazwą „Kostrzyneckie Rozlewisko”, został dostrzeżony w 1989 r. przez ornitologów związanych z nieistniejącą już Szczecińską Stacją Ornitologiczną „Świdwie”. Badania prowadzone od początku lat 90. XX w. przez członków Zachodniopomorskiego Towarzystwa Ornitologicznego (aktualnie Przyrodnicze) wykazały ponadprzeciętne walory ornitologiczne tego terenu, o randze ostoi ptaków o znaczeniu europejskim. Starania o rezerwat trwały tu ponad trzy dekady. W 1993 r. utworzono użytek ekologiczny „Kostrzyneckie Rozlewisko” o powierzchni 746,23 ha. Wtedy też obszar ten znalazł się w granicach Cedyńskiego Parku Krajobrazowego, a na początku XXI w. wszedł w skład dwóch obszarów Natura 2000 – tłumaczy Łukasz Ławicki.
Jednak mimo licznych form ochrony, polowania trwały. Ornitolodzy wielokrotnie alarmowali, że odstrzały gęsi i kaczek nie tylko powodują śmierć ptaków, ale też płoszą rzadkie gatunki lęgowe. Udokumentowano przypadki zastrzelenia gatunków chronionych, w tym bernikli białolicej – co w 2023 roku wywołało ogólnopolskie oburzenie po publikacji jednego z myśliwskich videoblogów.
Polityka i myślistwo ponad przyrodą
Decyzja o utworzeniu rezerwatu od początku spotkała się z ostrym sprzeciwem myśliwych z Koła „Trop” oraz władz Cedyni. Burmistrz Adam Zarzycki publicznie występował przeciw rezerwatowi, argumentując między innymi, że ograniczy on możliwości gospodarcze gminy. Równie głośno protestował ówczesny dyrektor zespołu parków, Ryszard Mićko, który wbrew swojej funkcji wspierał środowisko łowieckie.
Ich działania doprowadziły do zaskarżenia decyzji o utworzeniu rezerwatu do WSA w Szczecinie – sąd przyznał im rację i unieważnił decyzję wojewody. Dopiero Naczelny Sąd Administracyjny przywrócił sprawiedliwość, miażdżąc argumenty przeciwników ochrony i wskazując, że rezerwat został ustanowiony zgodnie z prawem i w oparciu o jednoznaczne przesłanki przyrodnicze.
Symboliczna porażka lobby łowieckiego
Wyrok NSA to nie tylko zwycięstwo w konkretnej sprawie. To również sygnał dla samorządów, że interesy kół łowieckich nie mogą stać ponad interesem publicznym i ochroną przyrody. Sąd jednoznacznie potwierdził, że państwo ma obowiązek chronić cenne ekosystemy nawet wtedy, gdy koliduje to z lokalnymi przyzwyczajeniami i prywatnymi pasjami władzy.
Dolina Odry i jej rozlewiska pozostaną miejscem, gdzie pierwszeństwo mają gęsi, żurawie i czaple – a nie lufy myśliwskich strzelb.





